bajki

Bajka o duchu Bożego Narodzenia

Rozglądał się dookoła. W oczach miał panikę. Stał na środku galerii handlowej.
- Dobrze się czujesz? – zagadnęłam.
- Taaak – odparł słabym głosem. -To znaczy nie.choinka
- Co się stało?
- Ty mnie widzisz?
- A czemu mam cię nie widzieć?
- Chyba jako jedyna mnie zauważasz.
- Kim jesteś?
- Duchem Bożego Narodzenia. Co się tu dzieje?
- Ludzie przygotowują się właśnie do świąt?
- Do świąt? W taki sposób?
Rozejrzeliśmy się dookoła. Mężczyzna pchał olbrzymi wózek zakupów. Jego partnerka wykrzykiwała coś przeraźliwie głośno i nerwowo. Mały chłopczyk głośno domagał się zakupu zabawki. Szybciej, więcej, jeszcze szybciej, jeszcze więcej – dobiegało z przestrzeni.
- Co oni robią? – wyszeptał mój rozmówca.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć grupka przebiegła przez środek Ducha Bożego Narodzenie pędząc w kierunku ogromnego napisu PROMOCJA. Ktoś przebrany za gwiazdora wymachiwał dzwonkiem, śmiejąc się za głośno.
- Mamo, patrz Duch Bożego Narodzenia – zakrzyknął chłopczyk.
- Przestań opowiadać bzdury – przerwała mu matka. – Przez ciebie nie zdążymy zrobić zakupów.
- Witaj, kochany duchu – rzekła starsza kobieta, która podeszła do nas.
Ujęłyśmy gościa pod rękę i poszliśmy na spacer. Potem zaprosiłyśmy go do swoich domów (tak! Duchy mogą być w wielu miejscach naraz).
Moje zwierzaki witały przybysza z radością. Znajomi, pukają się w czoło, gdy opowiadałam o gościu.
Nie będę miała suto zastawionego stołu, błyszczącego porządkiem mieszkania. Choinkę pewnie szybko unicestwią koty. Za to upiększam przestrzeń miłością, by duch czuł się dobrze. Opowiadam mu o swoich marzeniach. Zapalamy świecę nadziei. Co jakiś czas duch jaśnieje. To znak, że otwierają się dla niego drzwi kolejnych domów. Marzy o tym, by odwiedzić także Ciebie

Jak powstał labrador? Historia z upadłymi aniołami

Stał pośrodku, ze spuszczoną głową.
Zawinił, nie zawinił? Czyż dobroć może być przestępstwem?
Towarzystwo po raz kolejny zbierało się na sądzie. Próbowali zachować powagę i pewność siebie jednak w głowach kołatało się pytanie:
Co zrobić z aniołem buntownikiem i jego świtą?anioly1
Anioł Brador po raz kolejny wymknął się na Ziemię, by bawić ludzi. Za każdym razem napominano go, karano, przestrzegano, błagano – na nic to!
Nie trafiały argumenty, że życie anioła powinno toczyć się w obłokach i stamtąd subtelnie wolno pomagać ludziom.
Dzisiejszy sąd miał być szczególny – sądzić bowiem będzie sam Stwórca.
O! Właśnie się zjawił.
- Cóż mu powiem? – denerwował się Brador. Jak się obronię? Złamałem zakaz już setny raz, chociaż wiem, że postępuję właściwie.
Aniołowie rozsiedli się w ławkach, a Stwórca, jak na sędziego przystało, zajął miejsce na środku.
- Po co wymykasz się na Ziemię? Wiesz, że to zabronione? –najwyższy zapytał łagodnie, lecz stanowczo.
Brador w jednej chwili poczuł, że wie co zrobić.
- Spójrz i poczuj, a potem osądź – rzekł do Stwórcy. – Także wy to uczyńcie.
Nagle świta anielska wraz z najwyższym poczuła przejmujący smutek. Jakby ktoś ogromny ciężar zawiesił im u ramion.
- To okropne – jęknęły stworzenia przywykłe do radości.
Po raz pierwszy w swym istnieniu poczuły łzy i samotność.
- To ludzkie uczucia. Coraz więcej tych, umiłowanych przez nas stworzeń, tak właśnie się czuje – wyjaśnił Brador.
- A teraz skupcie się na tej rodzinie.
Słuchacze skulili się w sobie. Poczuli lęk, żal i dziesiątki uczuć, których dotąd nie znali i nie chcieli poznać. Zobaczyli ludzką rodzinę i trzyletnią Anię. Dziewczynka była chora. Rodzice strapieni już dawno zapomnieli, co to śmiech.
- Zwróćcie też uwagę na tego człowieka.
90-letni mężczyzna  siedział skulony nad grobem swojej żony. Łkał niemo, z bólu zabrakło mu już łez. Zaszkliły się anielskie oczy.
- I jeszcze tam!
Kobieta siedziała przy samotnym posiłku. Miała niby wszystko, jednak nie potrafiła znaleźć radości. Obserwatorów opanowało przygnębienie i jakaś nieznana pustka.
- To okropne! – rozległy się głosy.
Stwórca bezradnie kiwał głową.
- Przecież stworzyłem ich do radosnego życia! anioly3
- To uczucia jedne z wielu istot ludzkich.
Pozwólcie mi, proszę oraz moim pomocnikom wrócić na chwilę na Ziemię. Jeśli to, co poczujecie was nie przekona, dostosuję się do waszej decyzji.
- Zgoda – rzekł Stwórca.
I znów pojawiła się rodzina z chorą dziewczynką. Jednak coś się zmieniło – mała zaczęła chichotać, a na twarzach rodziców pojawił się uśmiech.
Starszy mężczyzna podniósł wzrok znad grobu. Wyprostował się i ruszył naprzód.
Samotna kobieta uśmiechnęła się do lustra. Rozczesała włosy, coś zanuciła.
Uczestnicy anielskiego sądu poczuli się lżej (chociaż ów stan daleki był od ich zwyczajnej radości bytu).
- Zadziwiające! – szepnęli. – Anielski pobyt na ziemi czyni cuda, o których nie śniło się nam w obłokach.
Brador na powrót stanął pośrodku.
- Teraz mnie sądźcie.
Zapanowała cisza. Żaden anioł nie śmiał zabrać głosu. Po dłuższym czasie odezwał się Stwórca.
- Czynisz prawdziwe cuda- rzekł. – My byliśmy tylko obserwatorami, ty zrobiłeś więcej. Jednak zasad Wszechświata nie wolno łamać. Miejsce anioła jest w obłokach.
Zatem czy zgadzacie się, w imię dobra ludzkości, zejść na Ziemię, przybrawszy futro, cztery łapy, ogon, stracić możliwość mówienia na rzecz wydawania zwierzęcych dźwięków? Będziecie służyć człowiekowi, obdarowywać go hojnie, w zamian za strawę, miłość i dach nad głową.
Brador kiwnął głową.
- Ci, którzy są na to gotowi niech dołączą.
Pomocnicy Bradora stawali przy nim. Pozostał tylko jeden.anioly2
- Kocham ludzi, jednak nie zamierzam im służyć – rzekł. Chcę być z nimi, ale zachować neutralność. Dawać im radość, ale mieć swój charakter. Czasami zaintrygować, czasami rozśmieszyć, niekiedy wypróbować ich lojalność i siłę charakteru.
- Mam też rolę dla ciebie – będziesz powoli zbliżał się do człowieka, doceni cię tylko ten, który jest wymagający dla samego siebie. Jednak, gdy już cię pokocha całe niebo zbliży się do niego. Odtąd ty i twoi krewni zwać będą się kotem.
- Was – zwrócił się do grupy stojącej przy Bradorze nazwę psami. Kochacie ludzi bezgranicznie, niezależnie od tego jacy są – to wasz i mój boski dar dla Ziemi.
Człowiekowi zaś nakazuję dbać o was i troszczyć się tak jakby sam anioł zawitał w ich progi.
- Czekaj, Bradorze! – Jeszcze Twoja rola. – Jesteś odważny, mądry, masz ogromne serce.
Zejdziesz na Ziemię wraz ze swoimi towarzyszami. Będziesz szczególnym psem – twoja miłość do ludzi sprawi, że staniesz się ich największym pomocnikiem i przyjacielem.
Otrzymasz świetny węch, dzięki czemu będziesz ratował ich z opresji. Twoje olbrzymie serce wystarczy, by dzielić się z potrzebującymi. Dom, w którym zagościsz rozbłyśnie radością.
Jednak złamałeś prawo Wszechświata, więc musisz zostać ukarany. Coś dręczyć będzie cię nieustannie.
Co to? – spytał zalękniony Brador.
- Głód. Pomimo pełnego brzucha ciągle będziesz głodny. Od tej pory nazywasz cię LABRADOREM.

Smerfetka

Uwielbiam bajki! Wśród moich faworytów są „Smerfy”. Bawią, przypominają dzieciństwo, a czasami skłaniają do refleksji. Niedawno dowiedziałam się jak powstała Smerfetka. A było to tak:

Nieprawdaż, że urocza :). Ponieważ, stworzona przez Gargamela istota, narobiła sporo zamieszania w wiosce papa Smerf postanowił zamienić ją w lepszą istotę. Dla mnie nowa Smerfetka jest przesłodzona – trochę bezpłciowa, chociaż wiem, że ten typ kobiet ma swoich wielbicieli. Zobaczcie :)

Zastanawiam się, która z nich lepiej poradziłaby sobie w życiu? W której zakochiwaliby się panowie i ulegali jej wpływom?

Spotykam nieraz kobiety – smerfetki z drugiego filmu. Nie jest im łatwo z ich wspaniałymi serduszkami. Bardzo trudno im zrobić choć maleńki kroczek w kierunku panny Gargamela. Nadać sercu troszkę odporności (choć bynajmniej nie czyniąc z niego kamienia), być mniej piękną -idealną. Być czasami dla siebie, nie tylko dla innych. Od czasu do czasu pokazać sią jako ta „zła” .

Bajki uczą, min. przez pokazywania skrajności. Stawiam na smerfetkowego miksa :).

 

W smoczej krainie…

- Mam w głowie od wielu lat bajkę – powiedziałam, podczas ćwiczenia warsztatowego na studiach coachigu.
- Dlaczego jej nie piszesz – zapytała Marlena – koleżanka będąca ze mną w ćwiczeniowej parze.
- Pisanie bajek to niemądre, nie przynosi nic dobrego – odpowiedziałam. Do tego dodałam jeszcze kilka argumentów. I wtedy zrozumiałam, że są to moje przekonania, które mnie ograniczają.
Tak naprawdę od zawsze uwielbiałam zabawę słowami, a to co przynosi radość jest pożyteczne, ważne i wzbogacające.
Gdy wróciłam do domu powstał pierwszy odcinek. Potem kolejne. W głowie mam dalszy ciąg smoczych przygód, które opiszę. Fragment smoków wyciągnęłam z komputerowej szuflady i umieściłam na, stworzonym przeze mnie i Iwonę Hartwig, portalu – www.kobiety-sukcesu.pl. Analizując portalowy ruch z radością zauważyłam, że wiele osób czyta smoki! Dlatego postanowiłam zamieścić je także na blogu. Może kogoś z Was ta opowieść przeniesie na chwilę w inne miejsce, pozwoli oderwać się od codzienności . Bardzo bym tego chciała .

Zapraszam do Krainy smoków. To bajka z przesłaniem – dorośli zapewne zauważą drugie dno, dzieci mam nadzieję polubią sympatyczną ekipę.
Ta wyimaginowana kraina smoków jest tuż, tuż – wystarczy dokładnie się rozejrzeć.
Zapraszam do komentowania – jestem ogromnie ciekawa, czy polubiliście smoki.

Kajtek i Feliks

 

 

 

 

 

 

 Poznajemy małe smoczki

Wcale nie dawno i wcale niedaleko stąd, bo tuż przy nas i teraz – także w tej chwili istnieje Kraina Smoków. Wystarczy otworzyć oczy, spojrzeć przez okno, wyjść przed dom – chwilkę posłuchać i….
No właśnie – dorośli powiedzą, że to bajka.
A dzieci?
A ci duzi, którzy zachowali w sobie duszę dziecka?
Rozejrzyjmy się dookoła.
O! Już ich widać! Oto nasi bohaterowie – małe smoczki Kajtek i Feliks. Co robią za tym drzewem? Z kim rozmawiają? Podejdźmy bliżej. Widzicie ich? Słyszycie? A co to za zapachy? No tak mama Smosia właśnie przypaliła obiad!
- Jak to nie istniejemy?! – krzyczy Kajtek i tupie nogą.
- A może ta czekolada nie jest prawdziwa?! – dodaje Feliks wpychając do buzi spory kawał słodkości.
- I te zapachy! – No to zapraszamy cię na maminy obiad! Zobaczymy, czy nie jest on prawdziwy.
Starszy – żółty smoczek Kajtek i młodszy zielony Feliks stoją przy chłopcu. Malec jest wystraszony, ale zaciekawiony.
- Mama mówiła, że smoki nie istnieją – duka Wojtek. – To znaczy istnieją, ale w bajkach. I… pożerają księżniczki.
- Pożreć to my możemy tylko czekoladę! A bajki to najlepiej opowiada nasz dziadek Smok! Przestań już wymyślać. Chcesz poznać naszą krainę?
Dla Wojtka to był trudny dzień. Ta bójka w szkole – potem rozmowa z mamą, która nic nie rozumie, a teraz te dziwne stwory. Wydają się sympatyczne, ale czy nie zjedzą go jak miewają w zwyczaju robić to z księżniczkami?
- Tutaj jesteście gagatki!
Przed trójką wylądowała olbrzymia smoczyca. Była trzy razy większa niż mama Wojtka, cała żółta – przystrojona w kolorowe ubranie. Dla Wojtka wyglądała dziwnie, ale bynajmniej niegroźnie.
- Od godziny wołam was na obiad! Znowu próbujecie zapoznać się z człowiekiem. Tyle razy tłumaczyłam wam, że ludzie nas nie widzą – to znaczy nie chcą nas zauważyć.
- Mamo, mamo! – To jest Wojtek! Zaprosiliśmy go do naszej groty! Możemy?!
W tym momencie smoczyca zauważyła, jak chłopiec trzęsie się ze strachu. Czyżby ich widział? Byłoby wspaniale, maluchy od dawna marzą o przyjaźni z człowiekiem. Trudno być niewidzialnym. A ludzie? Jakże wspaniale byłoby, gdyby znowu zaczęli naprawdę widzieć, słyszeć i czuć…
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć Kajtek posadził Wojtka na plecach, krzyknął:
- Trzymaj się mocno!
I… poleciał. Do niego dołączył Feliks.
Wojtka najpierw sparaliżował strach. Ale, czyż nie marzył o lataniu?! Czyż nie wyobrażał sobie, że ma przyjaciół, którzy nie zważają na jego inność? Wiedział, że gorzej już być nie może. Przytulił się do smoczka i z zachwytem spoglądał w dół. Po chwili usłyszał
- Jesteśmy na miejscu!
Cała czwórka znalazła się przed wejściem do ogromnej groty.
- Przecież to koło mojego domu- zdziwił się Wojtek. – Dlaczego was wcześniej nie spotkałem?
- Później o tym pogadamy! – Wskakuj do groty!
- Chodź, oprowadzimy cię! – I przestań się trząś!
- Bać to się możesz tylko obiadu mamy! – zachichotał Feliks.
- Ratunku! Potwór! – krzyknął chłopiec, gdy coś niebieskiego, kudłatego i wielkiego wylądowało na nim i olbrzymim językiem zaczęło lizać go po twarzy.
- Bari! Przestań! – Smosia odciągnęła potwora, który natychmiast zaatakował smoczki.
- Bari, kochany Bari! – krzyczeli chłopacy.
- Bari, to Wojtek – człowiek, nasz nowy przyjaciel.
- Wojtek – to jest Bari, nasz ukochany psok.
On może najwyżej zalizać cię, poza tym nie skrzywdzi nawet muchy.
- No wchodź wreszcie! I nie przestrasz się koto-smoka.
Nim wypowiedzieli te słowa – na progu stanął czarny, długowłosy stwór przypominający kota. Ale jaki on był ogromny! Otarł się o nogi przybyłych i powędrował z powrotem.
- Jeszcze ktoś z wami mieszka? – przezornie dopytywał się chłopiec.
- A tak! Tata, siostra i smowiórka! – Poznasz ich niebawem!
- A niedługo będzie jeszcze jeden psok, ale cii!
Dalej wchodź, my nie jemy mięsa – więc możesz być spokojny.
Grota była ogromna, ale i przytulna. Na kamiennych ścianach wisiały portrety smoków, obrazy z widokami, dziwnymi stworami. Na jednym z nich znajdowała się ludzka rodzina.
- Powiedz naszej mamie, że jesteś najedzony, chcesz tylko nektaru i że poczęstowałeś nas już obiadem – później ci wszystko wyjaśnimy – szepnął Wojtkowi do ucha Kajtek.
- A teraz raz, dwa, trzy zmykamy do naszego pokoju.

Kolejne odcinki „Smoków” na

http://www.kobiety-sukcesu.pl/artykuly/bajki/smoki 

 

Zgubione serce

- Jak to jest, że nie mam na nic czasu? – spytała mnie niedawno moja koleżanka.
- Nic tylko pracuję – westchnął bliski mi człowiek.
- Z niczym się nie wyrabiam – słyszę często od moich coachee.
Spojrzałam na listę moich zajęć. Pomyślałam o tym jak rzadko bywam u rodziców, spotykam się z przyjaciółmi i znajomymi, bawię się z psem i uprawiam hobby. Teorie zarządzania czasem znam znakomicie. Tym razem postanowiłam poszukać odpowiedzi w sobie. Tak powstała ta bajka :).

Zgubione serce
Biegł szybko, bardzo, bardzo szybko.
- Muszę wyprzedzić samego siebie.
Zdyszany, zmęczony. Poczuł ból, ale stłumił go.
-Trzeba biec – mruknął. Nie zauważył, że na drodze zostało jego serce.
Serce było przeraźliwie samotne, smutne i stęsknione.
- Wróć! – wołało.
Człowiek go nie słyszał.
Mijały miesiące, lata. Serce nie rezygnowało z poszukiwań swojego człowieka. Wiedziało, że samo nie może istnieć, a on bez niego jest tylko cieniem. Kilka razy dogoniło niegdysiejszego towarzysza, ale ten nawet go nie zauważył.
- Spieszę się – odburkiwał.
- Krzywdzisz nas! Krzywdzisz swoich najbliższych, których nie widzisz –waliło piąstkami z bezradnością. Pamiętasz nasze marzenia, plany, pasje? Zakochanie, tęsknotę i smutek?
Czarodziejka poczuła okropny ból. Jej, niedawno przebudzone, serce zaczęło bić jak oszalałe.
- Czego chcesz ode mnie? – zapytała. Sama niedawno przypomniała sobie jak ważne jest słuchanie swojego wnętrza.
Spojrzała na cień przyjaciela. Tak, to ten sam sprzed lat, jednak coś mu brakowało. Barwy jego postaci zamieniły się w szarość.
- Jak mam mu pomóc? – Nakazujesz mi milczeć?
Czarodziejka dobrze wiedziała, że serce się nie myli. Warto mu zaufać. Zamknęła oczy.
Ujrzała przyjaciela sprzed lat.
- Chcę latać – mówił i latał.
- Chcę być szczęśliwy – mówił i taki był.
- Chcę realizować marzenia i urzeczywistniał, to co pomyślał.
Przypomniała go sobie bawiącego się jak dziecko. Poczuła łzy spływające po policzkach po stracie ukochanego psa, usłyszała wypowiadane słowa miłości. Obserwowała, czuła, była.
Niestety przyjaciel przyspieszał. Chciał więcej i szybciej. Przestał zauważać, to co jest wokół niego. Powoli przestawał widzieć, słyszeć i czuć.
- Dlaczego nie bierzesz tych skarbów? – krzyknęła obserwując jak człowiek biegnie po drodze usypanej złotem. Nie dostrzegł ich i nie usłyszał jej głosu.
Tak, to było w czasach, gdy i ja przestałam cię zauważać – szepnęła tym razem do swojego serca. – Nie mogłam sama komukolwiek pomóc, bo byłam na wpółniewidoma i nieczuła.
- Bądź uważna – napomknęło czarodziejkę jej serce.
Ze łzami w oczach obserwowała pędzącego już przyjaciela. W pewnej chwili uśmiech całkowicie zniknął z jego twarzy, ulotniły się barwy. Na drodze zostało jego serce.
- Co robić? Jak mu pomóc?
Próby rozmowy spełzły na niczym. Zmęczony, zaabsorbowany biegiem przyjaciel nie chciał, a może nie potrafił słuchać.
- Jestem zmęczony i muszę biec dalej – odpowiadał jej, gdy próbowała nakłonić go, by razem poszukali zgubionego serca.
Wróżka była bezradna.
- Jak rozmawiać z kimś, kto nie słyszy? – pytała.
Gdy wydawało się, że wszystko już stracone, człowiek miał dziwny sen. Znajdował się wśród bajecznego krajobrazu. Pod nogami leżały setki drogocennych kamieni. Tworzył z nich domy.
Bawił się, jak w dzieciństwie zapominając o całym świecie. Z każdą zbudowaną ścianą przybywało drogocennego budulca. Zupełnie jakby ktoś, zafascynowany dziecięcą zabawą, chciał wesprzeć go i dosypywał kolejne klocki.
- Pamiętaj o fundamencie – usłyszał głos, a może to były jego myśli.
Pierwszy raz od wielu lat obudził się przepełniony radością i spokojem.
Jego serce poczuło, już prawie zapomniane, ciepło. Wiedziało, w którą stronę się udać.
Zbliżali się do siebie powoli – serce i człowiek. Już nie był cieniem. Z każdym krokiem nabierał barw. Mijały dni, a oni rozmawiali. Człowiek słuchał, odczuwał jak nigdy wcześniej. Wróżka była w pobliżu. Nie chciała przeszkadzać. Wiedziała, że ci dwaj mają sobie wiele do przekazania.
Ona też nie próżnowała. Powoli, z wyczuciem polerowała kamienie tak długo, aż spod zewnętrznej, zaniedbanej, pozornie nic nie wartej, warstwy wyłaniać zaczęło się szczere złoto.
Przyjaciel podszedł i delikatnie zaczął, tak jak we śnie, tworzyć budowle.
- Pamiętajmy o fundamencie – szepnął.

Zapraszam do znajomych :)

WARSZTATY ARTYSTYCZNE I PSYCHOLOGICZNE
Zapraszamy na artystyczne piątki i warsztaty z cyklu Bądź Panią swojego życia. Szczegóły w zakładce warsztaty
Bezpłatne szkolenia

Zapraszamy na bezpłatne szkolenie z języka angielskiego i marketingu Szczegóły w zakładce aktualności lub pod nr telefonu 604 888 983.

Bezpłatna porada prawna
Każda osoba, która korzysta z sesji coachingowych lub uczestniczy w warsztatach ma możliwość skorzystania z jednorazowej bezpłatnej porady prawnej. Coaching prowadzi do zmiany. Aby rozpocząć nowe, lepsze warto uporządkować zaszłości, także te prawne :)